|
Nr 10/2000 (20) -- 16.12.2000 |
| Oświata |
|
Tak się składa, że uczę się jeszcze w liceum. Nie będę tu robił tajemnic, czy ukrywał się z własnymi poglądami. Uczę się w LO6 w Szczecinie. Opinia panuje taka o tym liceum, że nauczyciele zaniżają oceny. Na przykładzie jednej uczennicy, która miała średnią coś ponad 2.0, mogę to przedstawić. Przeniosła się do LO7 i się zorientowała, że wymagania są podobne, lecz średnia wzrosła do ponad 4.0. Nie oznacza to, że stopnie są zaniżane o 2. Można to też wytłumaczyć tak, że gdy się zdobywa lepsze oceny, ma się większą motywację do nauki. Nigdy nikt mnie nie przekona, że zaniżanie ocen może motywować do nauki. Na marginesie, mam średnią coś powyżej 3.0, w pierwszej klasie coś powyżej 3.5 [teraz jestem w 3 klasie]. Jednak chyba nie oceny najbardziej zniechęcają do nauki. I o tym właśnie chciałem napisać. Razem z jednym kumplem śmiejemy się na lekcjach, co też ci nauczyciele wymyślają. Tak, tak chodzi właśnie o nauczycieli. Ale nie tylko. Dawniej za czasów prl'u i gdy na półkach w sklepach nie brakowało octu, komuniści wymyślili, że jak ktoś skończy wszystkie klasy podstawówki to już jest orzeł, a jak skończy liceum to w ogóle geniusz i się nadaje wtedy tylko na jakieś 'stanowisko' kierownika. Kilka procent ludzi po maturze szło na wyższe uczelnie. Dlatego jak gdyby przesunięto nam materiał. Bo jeżeli ktoś zdał maturę i ma zostać kierownikiem to musi się orientować mniej więcej w każdej dziedzinie. Niestety nie wiem dlaczego tego systemu nie zmieniono do tej pory. Czy dopiero nasze pokolenie coś zmieni? Nauka w liceum to po prostu trenowanie pamięci, bo większość rzeczy uczymy się [jeśli się w ogóle ich uczymy] na pamięć, z przeświadczeniem, że jutro będziemy z nich odpytani i postaramy się jak najszybciej zapomnieć. Metodę ZZZ wszyscy znają i praktykują. No chyba, że jeżeli wybieram się na Politechnikę Szczecińską na informatykę to mi się bardzo tam przyda [i w życiu] układ rozrodczy much, albo ile kto wykopał węgla w Kielcach w 95 roku [no cóż nie było nowych roczników statystycznych to uczyliśmy się ze starych]. A może wszystkie zbiorniki sztuczne w kraju, dopływy prawo i lewo -brzeżne Wisły i Odry mają mi się w przyszłości przydać? No przecież po to ktoś wymyślił atlas [chyba, że on jest po to, aby się go uczyć na pamięć]. Prawda jest taka, że ani nikt nie zmienił programu nauczania, ani nauczyciele nie wierzą, że czasy się zmieniły. W USA, na przykład w książce od fizyki dla mojego rocznika jest na jednej stronie jeden wzór [pomijam że na objętość, co jest u nas w 6 klasie podstawówki] i następne 10 stron to przykłady gdzie można go wykorzystać. U nas na jednej stronie jest 2-10 wzorów, których nikt nie rozumie i uczy się ich najczęściej na pamięć. U nas w szkole praktyka tego typu, że fizyk poda zadania na sprawdzian, jedna osoba je rozwiąże, reszta skseruje i się ich nauczyć _na pamięć_ to normalka. Czy się to zmieni? Czy nauczyciele nie rozumieją, że program w szkołach u nas jest bezsensowny? Czy nie mogą choć trochę w niego zaingerować? No ale zawsze znajdą się tacy którzy zakuwają i mają same dobre oceny. Widać nie mają na czym życia marnować. To zazwyczaj ludzie na profilu ogólnym, którzy nie wiedzą co chcą w życiu robić. Moja siostra do samej matury nie wiedziała co chce robić w życiu. Ja natomiast wiem od komuni świętej, kiedy to dostałem pierwszego kompa i muszę się marnować ucząc się puszcz i rezerwatów w Polsce, łamiąc się na zadaniach z matematyki na poziome wyższym niż w innych szkołach w moim mieście i nie tylko [w stosunku do niektórych szkół mamy program o rok do przodu, bo nie powie mi nikt, że to inni mają rok do tyłu]. Mój punkt widzenia jest taki, że muszę przez tą dosłownie durną szkołę przebrnąć. Napisałem ten artykuł na podstawie moich i mojego kolegi refleksji. Trzymajcie się wszyscy i nie dajcie się ogłupić. Paweł Kowalak vel viru
viru@cad.pl |
| [Poprzedni] - [Spis treści] - [Następny] |